| Ilvermorny Castle | ukryty w kłębach mglistych chmur | regulamin & zapisy | fabularne | organizacyjne | administracja |
[KP] Magia to wolność
[KP] Prawda, która nigdy nie istniała
Caiden Everton
Wampus • VII rok • półkrwi • pasjonatka quidditcha: szukająca • astronomia, transmutacja, obrona magiczna • sztuki magiczne, wróżbiarstwo • różdżka z sekwoi, 12 cali, włókno z serca bystroducha •
Na pierwszy rzut oka dziewczyna jak z kartki jakiejś romantycznej powieści. Rude włosy, zbyt gęste, by je ujarzmić, często rozsypane na ramionach. Twarz o delikatnych rysach: subtelna, blada, z jasnymi oczami, w których odbija się świat. Tylko że nie w taki sposób, jak u innych. W jej oczach świat się rozbiera, rozkłada na części, jakby był maszyną, którą można rozmontować jednym spojrzeniem. Jest świetnym obserwatorem. Widzi rzeczy, których inni nie dostrzegają. Kto się waha, kto kogo nie lubi, kto kłamie gorzej niż ona. W świecie, gdzie każdy coś ukrywa, ona jest największym sekretem. Mała, niepozorna, rzekomo krucha. To kłamstwo numer jeden.
Nie ma w niej nic prawdziwego. Od lat odgrywa tę samą wersję siebie, stworzoną z półprawd, wymyślonych historii, wygodnych ofiar i wypranych wspomnień. Nauczyciele uważają ją za rezolutną, błyskotliwą, wrażliwą. Niektórzy ją nawet podziwiają. Idioci. Caiden kłamie z zimną krwią. Kłamie, bo to działa. Bo prawda nie daje jej żadnej kontroli. Bo chce zobaczyć, jak ludzie łykają haczyk i sami zaciskają sobie pętlę. Czasem kłamie, bo może. Bo nikt jej nie sprawdza. Bo wszyscy chcą wierzyć w wersję, którą im daje. Zbudowała siebie od zera.
Nie siedzi w kącie. Nie jest tą cichą, dziwną dziewczyną z książką w ręku i aurą tajemnicy. Śmieje się najgłośniej. Mówi najwięcej. Ludzie garną się do niej jak ćmy do światła, bo ma coś, co sprawia, że przy niej wszystko wydaje się ciekawsze, intensywniejsze, żywe. Ma dobrą gadkę. Taką z pazurem. Jest wyszczekana. Trochę za bardzo. Wie, kiedy rzucić ironią, kiedy przytulić, kiedy zażartować z nauczyciela tak, żeby wszyscy wyli ze śmiechu. To nie chamstwo, to wyrafinowana zuchwałość, która sprawia, że nawet nauczyciel się uśmiechnie, choć właśnie ją upomniał. Nie potrzebuje zamykać się w sobie, by manipulować. Wręcz przeciwnie, jej siła leży w otwartości. I dlatego jest taka autentyczna.
Potrafi być bezbronna, łamliwa, przerażona i jednocześnie nie traci ani grama władzy nad sytuacją. Bo to nie jest prawdziwa słabość. To pokaz, dawka dokładnie odmierzona jak lek. Tyle, ile trzeba, by ktoś się do niej zbliżył. By chciał ją uratować. Dlatego jej kłamstwa nie są spektakularne, są za to małe, osobiste, emocjonalne. Sprawiają, że chce się ją chronić, a nie demaskować. I nie chodzi o to, że Caiden nie ma emocji, po prostu umie je odgrywać lepiej, niż je czuć.
Dla każdego ma inną wersję siebie. I każda jest wiarygodna. Dla grona pedagogicznego jest bystra, nieco chaotyczna, ale ambitna. Taka, co miała trudne dzieciństwo, ale walczy o swoje. Dla przyjaciółek - lojalna. Taka, która wie, kiedy trzeba powiedzieć „rozumiem cię”, a kiedy lepiej zamilknąć i przytulić. Dla chłopaków nigdy w pełni obecna, ale zawsze kusząco bliska. Jest rywalką na boisku. To role, które napisała, wyreżyserowała i gra do perfekcji. Bez zająknięcia. Bez wpadek. Pamięta, co powiedziała trzy tygodnie temu wychowawczyni. Wie, jaką historię opowiedziała koleżance z ławki. Wie, kto myśli, że ma depresję. Kto wierzy, że ją zostawił ojciec. Prawda? Gdzieś tam jest. Ale ukryta pod warstwami wersji, które lepiej rezonują z ludźmi. Bo Caiden nie ufa, że bycie sobą wystarczy. Ludzie ją uwielbiają. Nie wszyscy oczywiście, bo jest jeden taki, co patrzy inaczej. Jakby wiedział, że coś tu nie gra, tylko jeszcze nie wie co dokładnie. Prowokuje ją, jakby robił to dla sportu. I to ją wkurza. Bo on nie kupuje żadnej z jej wersji. I jak na każdą dobrze napisaną historię przystało, jest też jedna nauczycielka. Taka, co od pierwszego dnia coś wyczuła. Może ton głosu, może uśmiech, który trwał ułamek sekundy za długo. Może to, jak Caiden dokładnie wiedziała, co powiedzieć, by wzbudzić sympatię wszystkich dookoła oprócz niej. I ta nauczycielka jej nie lubi, chociaż nie ma nic namacalnego, żadnych zarzutów, które mogłaby postawić otwarcie, tylko to dziwne uczucie, że ktoś tutaj nie mówi całej prawdy. Ale Everton nie musi być lubiana. Chce być tylko wiarygodna. I dla większości jest. A to czyni ją bezpieczną.
[TO MÓJ EKSPERYMENT BLOGOWY - PIERWSZA DZIEWUCHA STWORZONA OD NIEPAMIĘTNYCH CZASÓW. NIE WIEM CZY PODOŁAM, WIĘC PROSZĘ O WYROZUMIAŁOŚĆ <3 POMYSŁY I POWIĄZANIA OD RĘKI, NA CUDA TRZEBA TROCHĘ DŁUŻEJ POCZEKAĆ.]

