We wtorek światło dzienne staje się wrogiem. W pracowni transmutacji skrobanie kredy po tablicy wdziera się do czaszki – ostry, suchy dźwięk, jakby ktoś przeciągał dłutem po wewnętrznej stronie jej potylicy. Zaciska powieki, wstrzymuje oddech. Każdy śmiech, każdy szelest pergaminu – to szpilki wbijane w skronie. Z cichym trzaskiem końcówka jej pióra pęka pod naciskiem.
Środą energia buzuje w niej jak uwięziony piorun. Na treningu Quidditcha rzuca się na przeciwników z dziką zawziętością. Jej miotła uderza w drążek, ramię kolegi z drużyny przeciwnej. Na ziemi, po gwizdku, słowa zamieniają się w iskry, iskry w pięści. Krwawy nos i skóra zdarta z kostek.
W czwartek jej ławka pozostaje pusta.
W piątek pojawia się spowrotem. Blada, porusza się ostrożnie, jakby jej skóra była zbyt ciasnym strojem. Jej myśli zajmują mapy bólu: głębokie siniaki pod żebrami, łopatki, które wciąż świeżo pamiętają bolesne rozrywanie kręgosłupa. Każdy oddech przypomina o jedynie chwilowym wytchnieniu.
W weekend powoli wraca do siebie, choć wyrzuty sumienia są cięższe niż zmęczenie. Zasiada w bibliotece lub przy oknie w dormitorium, pochłonięta nadrabianiem stosu zaległych zadań. Palce zaciskają się na piórze nie z nerwów, a z determinacji. Gdzieś w głębi zbiera się, by przeprosić – słowa układają się w głowie, ciężkie i nieporadne. Ale wtedy podnosi się cichy, twardy głos w jej umyśle: To nie ty. To nie ty powinnaś przepraszać. To on – wilk, który warczy i szczerzy kły, a jej coraz ciężej trzymać go na uwięzi.
Mimo ciężaru, mimo niepewności, czasem na jej twarz wkrada się uśmiech. Delikatny, ledwo widoczny, tylko dla siebie. To chwila ulgi. Moment na bycie sobą. Do czasu gdy cykl zacznie się na nowo.
Hej! Witamy się z Remy, jeszcze nieco zardzewiali. W karcie głównie Remy z chwilową wścieklizną, a jaka jest bez niej? Tego sama bohaterka nie jest już pewna.
Buźka: Courtney Eaton. W tytule California Dreamin', na końcu TEYA - Bite Marks. Discord: Tonksia#7752